Słońce

Poprzednio zawarliśmy znajomość z „gwiazdą dzienną”, ogniskiem światła, ciepła i przyciągania, kierującym systemem świata i „użyźniającym” światy. Wiemy już, że średnica tego olbrzymiego ciała niebieskiego jest 108,5 razy większa od średnicy Ziemi, że objętość jego 1.280.000 razy przewyższa objętość ziemi, wreszcie że jest 324.000 razy cięższym od ziemi. Wniknijmy teraz głębiej w jego istotę i postarajmy się poznać jego budowę fizyczną.

Ten piec kolosalny pali się ogniem, który wydaje się nam wieczny, a to dlatego, że życie nasze jest krótkie, istnienie zaś słońca szacuje się na miliony lat. Jednakże piec ten został kiedyś zapalony i kiedyś wygasnąć musi. Czemu zawdzięcza Słońce swój byt? Jakim sposobem podtrzymuje swe istnienie? Gdyby Słońce złożone było z masywnego węgla kamiennego płonącego w czystym tlenie; zgasłoby więc zupełnie w początkach czasów historycznych. Trzy główne przyczyny zdają się działać, aby podtrzymać to ciepło: kurczenie się kuli słonecznej, spadanie meteorytów na jej powierzchnię i wytwarzanie się ciepła wskutek połączeń chemicznych. Pierwsza z tych przyczyn jest prawdopodobnie najważniejszą. Znamy równoważnik mechaniczny ciepła. Każde spadające i zatrzymane w swym biegu ciało wytwarza pewną ilość ciepła, ilość ta będzie jednakowa, czy ciało raptownie zatrzymamy w biegu, czy też bieg jego stopniowo zwolnimy przez stawianie rozlicznych przeszkód. Jeżeli, co wydaje się prawdopodobne, kula słoneczna powstała ze zgęszczenia olbrzymiej mgławicy rozciągającej się początkowo aż po za orbitę Neptuna, spadanie cząsteczek przy takim kurczeniu się dostarczyłoby ciepła 18.000.000 razy tyle, ile Słońce wydaje w ciągu jednego roku. Wypadałoby stąd, iż Słońce posiada 18 milionów lat obecnego promieniowania; lecz przez cały czas swego zgęszczania się było ono bez porównania większe i promieniowało inaczej. Z drugiej strony, jeżeli przypuścimy, iż było to jedyne źródło ciepła słonecznego, wówczas gwiazda ta, zgęszczając się wciąż, zmalałaby do tego stopnia, iż średnica jej stałaby się o połowę mniejsza niż jest obecnie, w przeciągu pięciu milionów lat, a ponieważ przy takich rozmiarach posiadałaby gęstość osiem razy większą niż dzisiaj, stałaby się płynem, temperatura zaś jego zaczęłaby się obniżać, tak iż po upływie mniej więcej dziesięciu milionów lat ciepło słoneczne nie wystarczyłoby do podtrzymania życia podobnego do istniejącego dzisiaj. Całkowite życie słońca, jako gwiazdy świecącej, nie trwałoby według tej hipotezy więcej nad trzydzieści milionów lat. Do ciepła wynikłego ze zgęszczania kuli słonecznej dodać należy skutki zjawisk, wywołanych nieustannym spadaniem na powierzchnię słońca materiałów kosmicznych w wielkiej ilości. Ciepło wydzielane przez słońce co sekundę równa się ciepłu, jakie powstałoby przy paleniu jedenastu kwadrylionów sześciuset tysięcy miliardów ton węgla kamiennego razem spalonych.

Ciepło to promieniuje dokoła olśniewającej gwiazdy, rozchodząc się we wszystkich kierunkach Ziemia, drobniutka kuła, wędrująca na odległości 149 milionów kilom., dostaje zaledwo malutki ułamek całej ilości ciepła. Jeśli wyobrazimy sobie w około słońca, na odległości ziemi wklęsłą kulę, w środku zaś jej umieszczone słońce, wówczas powierzchnia tej wklęsłej kuli byłaby dwa miliardy razy większą, niż część jej zajęta przez tarczę ziemską. Zatem planeta nasz zatrzymuje w biegu i zużywa dla swych mieszkańców tylko pół miliardową cząstkę całkowitego promieniowania słonecznego. Aby uprzytomnić sobie wygląd powierzchni słonecznej, moglibyśmy porównać ją do kubka napełnionego palącym się ponczem, z warunkiem jednak, aby powierzchnia ta była jednocześnie gorętszą od roztopionego żelaza i bardziej olśniewającą od światła elektrycznego, a przy tym aby płomienie jej miały sto, dwieście, a nawet trzysta tysięcy kilometrów wysokości!